23 grudnia 2012

Życzenia

www.magia-swiat.web21.pl

Z okazji świąt Bożego Narodzenia, chciałabym Wam życzyć 
Zdrowych, Wesołych Świąt,
Spędzonych w rodzinnej atmosferze, bez kłótni i złości.
Samych smakowitości na stole i żebyście pod choinką znalazły wymarzone prezenty :)

Aneta

30 listopada 2012

Nivea - matujący krem nawilżający na dzień

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kremu na dzień, który używam już od dłuższego czasu.




Skład: Aqua, Glycerin, Cyclomethicone, Ethylhexyl Salicylate, Alcohol Denat., Tapioca Starch, Methylpropanediol, Cetearyl Alcohol, Octocrylene, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Myristyl Myristate, Cymbopogon Citratus Extract, Oryza Sativa Extract, Aluminum Chlorohydrate, Octyldodecanol, Sodium Phenylbenzimidazole Sulfonate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Trisodium   EDTA , Benzyl Alcohol, Citronellol, Linalool, Geraniol, Parfum.



Krem jest przeznaczony do cery tłustej i mieszanej, zawiera algi oceaniczne i hydra IQ oraz ochronę UV. Skóra ma być nawilżona i zmatowiona. 
Dla osób z cerą jak moja (tłustą, problematyczną w strefie T i normalną na policzkach) ten krem wydawałby się idealny. No właśnie, wydawałby się, ale nie jest.
Jakoś dwa może trzy lata temu miałam jego starą wersję, pamiętam, że byłam wtedy w liceum i byłam nim zachwycona. Gdy rano przed wyjściem do szkoły (ok. 7-8 rano) nakładałam go na twarz to akurat po powrocie ze szkoły (ok 14-15) moja skóra się świeciła. Oprócz tego skóra była nawilżona, a przy tym pory się nie zapychały.
Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam ten krem na promocji w Rossmannie, przypomniałam sobie tamten okres i jak się u mnie sprawdzał, więc postanowiłam go kupić. Niestety nie wiem czy moja cera się zmieniła, czy skład kremu, ale teraz w ogóle na mnie nie działa. Twarz mam nawilżoną, ale tylko przez 2 może 3 godziny. O efekcie zmatowienia nie ma w ogóle mowy.
Krem staram się wykończyć, dlatego używam go na noc, ale nadal przydałby mi się jakiś matujący krem na dzień, stąd moje pytanie do Was, czy macie coś godnego polecenia?
Propozycje piszcie w komentarzach :)

Pozdrawiam 
Aneta

21 listopada 2012

Orly - Rage

Jeden z najładniejszych lakierów jakie ostatnio kupiłam, a przy tym najgorszy do sfotografowania. Na większości zdjęć wychodzi jak złoto a to typowy "rose gold".




Jeżeli chodzi o trwałość to wierze, albo raczej chcę wierzyć, że to przez ostatnio kiepską kondycję moich paznokci lakier wytrzymał tylko dwa dni. Bo jeżeli się okaże, że zawsze będzie wytrzymywał tylko tyle, to będę naprawdę zawiedziona.

A tak poza tym to zakochałam się w tym lakierze :)


 Pędzelek jest dość cienki więc aplikacja nie sprawia większych problemów.


Ja swoją butelkę kupiłam na targach kosmetycznych i zapłaciłam 26 zł. 
Wiem, że ten jak i inne kolory lakierów Orly można kupić na ich stronie, niestety ceny już są wyższe.
Lakier ma pojemność 18 ml, więc przy wielkości 8-12 ml które mają inne lakiery, wydaje się ogromny :)

A Wy macie jakieś lakiery Orly? Jeżeli tak, to koniecznie dajcie mi znać co o nich sądzicie :) I jeżeli macie jakieś kolory, które możecie polecić, to również piszcie w komentarzach. 

Pozdrawiam
Aneta

15 listopada 2012

Nowości

W ostatniej notce pokazywałam zużycia, dlatego pomyślałam, że dzisiaj pokaże Wam zakupy, które poczyniłam przez ostatnie 2 tygodnie przy różnych okazjach.

Jako pierwsze zakupy z Rossmanna:


Przygotowując się na okres jesienno- zimowy kupiłam krem do rąk i dwa balsamy do ust. Balsamy używam codziennie i muszę przyznać, że ładnie nawilżają usta i pachną, niestety ich ogromną wadą jest smak. Chociaż może w pewien sposób jest to zaleta, bo dzięki temu oduczyłam się oblizywać usta :)

Kolejne zakupy poczyniłam w Realu:


Już od jakiegoś czasu chciałam wypróbować peeling enzymatyczny i zdecydowałam się na ten z Dermo Pharma. 
O masce z Himalaya słyszałam dużo dobrego, dlatego postanowiłam ją wypróbować, do zakupu dowolnego produktu tej firmy krem do rąk był za 1 gr.

Srebrnego lakieru szukałam już jakiś czas, a na tego natrafiłam przypadkiem w Drogerii Europejskiej w Galerii Krakowskiej.


I ostatnie zakupy z targów kosmetycznych LNE & spa:


Pierwszy raz byłam na takich targach, ale już wiem, że jeżeli tylko będę mogła to w przyszłym roku też będę :) Skusiłam się na maseczkę Anti-Acne firmy Kabos natural, nieznana mi firma, ale Pani sprzedawczyni ciekawie o niej opowiadała :) Rzęsy kupiłam z ciekawości, kosztowały tylko dwa złote. I jak widać kupiłam również dwa lakiery z Orly. Myślałam, że będę mieć okazje kupić więcej miniaturek, które dziewczyny pokazywały na blogach,  niestety kiedy w niedziele dotarłam na stoisko, wszystko było już przebrane i tylko jeden lakier mnie zainteresował.

Cosmic kiss (?), Rage
To tyle zakupów na dzień dzisiejszy :)
Jak trochę poużywam to niedługo zaczną pojawiać się recenzje, jeżeli któryś kosmetyk Was zainteresował i chciałybyście, żeby jego recenzja pojawiła się w pierwszej kolejności to piszcie w komentarzach :)

Pozdrawiam
Aneta

10 listopada 2012

Denko #1

Już od jakiegoś czasu myślałam nad zaczęciem publikowania denek. Lubię czytać takie posty, ponieważ nie ma lepszej opinii o produkcie jak po zużyciu go do końca :). Prawdopodobnie denka będą się pojawiać co miesiąc, ale jeszcze zobaczę, ponieważ zużywanie kosmetyków nie idzie mi tak szybko jak się tego spodziewałam. 
Ale wracając do tematu :)


1. Lakier Wellaflex - stylizacja na gorąco, maksymalnie utrwalający.
Niestety jestem posiadaczką kręconych włosów, które przy najmniejszej wilgoci zaczynają się puszyć, a żeby było śmiesznie, to najlepiej wyglądam w prostej grzywce. Dlatego jestem zmuszona do codziennego prostowania grzywki, stąd zakup tego lakieru. Po nim włosy są na swoim miejscu przez cały dzień, nie puszą się i nie kręcą. Niestety nie jest taki łatwy do wyczesania jak zapewnia producent, dlatego nie wiem czy kupię go ponownie.

2. Yves Rocher- szampon oczyszczający z wyciągiem z pokrzywy.
Niestety szampon w ogóle się u mnie nie sprawdził. Myślałam, że dzięki niemu nie będę musiała myć włosów codziennie, ale musiałam. Dodatkowo szampon nie był w stanie nawet zmyć lakieru z włosów, dlatego musiałam kupić dodatkowy szampon, który też mi się skończył, ale nie ma go na zdjęciu ponieważ siostra zdążyła go wyrzucić. 
Był to najtańszy litrowy szampon z supermarketu za ok 5 zł. Ładnie oczyszczał włosy, niestety straszliwie je plątał. Zużyłyśmy go z siostrą, ale nigdy go więcej nie kupimy. 

3. Isana- odżywka połysk koloru, do włosów farbowanych i z pasemkami.
Zmuszona byłam kupić jakąś odżywkę, ponieważ włosy podczas mycia strasznie zaczęły mi się plątać. Ze względu na promocje padło na Isane. Produkt pomógł mi w rozczesywaniu włosów, nie zauważyłam żadnych innych właściwości. Nie wiem czy kupię ponownie.

4. Peelingujący żel do mycia twarzy, skóra tłusta i mieszana.
Jeden z najlepszych żeli do mycia twarzy, za niewielkie pieniądze. Nie wysusza i nie zapycha, za to ładnie oczyszcza. Zakupiłam już kolejne opakowanie :)

5. Ziaja - Masło kakaowe, kremowe mydło pod prysznic.
Nie ma na zdjęciu, ponieważ to kolejne opakowanie które siostra zdążyła wyrzucić zanim zrobiłam zdjęcie.
Myje, nie wysusza mojej skóry więc uważam, ze jest całkiem niezłe. Prawdopodobnie kiedyś kupię ponownie, ponieważ ma niesamowity zapach.

Oprócz wyżej wymienionych produktów do listy powinnam dopisać jeszcze maseczki, których recenzje można było czytać przez październik na moim blogu.


I to już wszystkie produkty, nie jest ich za dużo, ale mam nadzieje że publikowanie takich postów zmotywuje mnie do zużywania zalegających kosmetyków :)
Pozdrawiam
Aneta

3 listopada 2012

Fuks(ja)

Jakiś czas temu, przy zakupie farby do włosów w Rossmannie dostałam za symboliczny 1 gr lakier do paznokci. Bez nazwy firmy, w kartonowym pudełeczku na którym jedynym napisem było "Fuksja". Kartonik wyrzuciłam, a lakier tak stał i stał na półeczce, aż w końcu ostatnio coś mnie natchnęło i postanowiłam nim pomalować paznokcie.

A dzisiaj chciałbym go Wam pokazać :)


To co widać na powyższym zdjęciu na buteleczce, to nie jest pyłek, ani brokat, buteleczka po prostu ma w sobie pęcherzyki powietrza.

Mimo ceny, nie jest to najgorszy lakier jaki mam. Fakt, że już pierwszego dnia pojawiło się pierwsze odpryśnięcie (co widać na poniższym zdjęciu), drugiego dnia pojawiły się dwa kolejne, niewielkie, ale potem pozostał w stanie już nienaruszonym do piątego dnia, kiedy ostatecznie zaczął się sypać i musiałam go zmyć.


Zdjęcie w słońcu:


Na paznokciach oprócz dwóch warstw lakieru mam jeszcze odżywkę SH Maximum Growth i top coat SH Mega Shine. Uważam, że pięć dni, z niewielkimi odpryśnięciami, przy nieoszczędzaniu rąk, to naprawdę niezły wynik :)
Mam wrażenie, że ten lakier często będzie u mnie gościł tej jesieni i może nawet zimą :)

Pozdrawiam
Aneta

31 października 2012

Beauty Face- regulująca maska kolagenowa + podsumowanie akcji :)

Nadszedł ostatni dzień miesiąca, a co za tym idzie kończy się akcja "Październik miesiącem maseczek", dlatego przychodzę do was z ostatnią recenzją maseczki w tym miesiącu, ale na pewno nie ostatnią na tym blogu :)

Dzisiaj mowa będzie o regulującej masce kolagenowej do cery delikatnej i problematycznej firmy Beauty Face. Maseczkę tą miałam okazje wygrać w rozdaniu Glossy Boxa na Facebooku, dlatego zachęcam wszystkich do brania udziału w zabawach przez nich organizowanych, ponieważ to nic nie kosztuje, a można nawet zyskać :)


Przeznaczenie: skóra w średnim wieku i dojrzała, delikatna, cienka, wrażliwa, sucha, a także mieszana ze skłonnością do zanieczyszczeń, problematyczna, wymagająca intensywnego oczyszczenia, ukojenia oraz przeciwdziałania skutkom starzenia- kuracji przeciwzmarszczkowej nie natłuszczającej, nie zatykającej porów oraz regulującej pH skóry oraz eliminacji nadmiernego wydzielania sebum.

Działanie: dwufazowe- głęboko oczyszcza i odżywia skórę, usuwa martwe komórki naskórka, nie wysusza jej, działa antybakteryjnie, antyseptycznie, usuwa toksyny, eliminuje nadmiar sebum. Reguluje procesy komórkowe i poprawia metabolizm, stymuluje skórę do odbudowy, poprawia strukturę i grubość skóry, usuwa zaskórniki, likwiduje stany zapalne i zamyka pory, wygładza zmarszczki i zapobiega ich powstawaniu, wzbogaca skórę w minerały i substancje odżywcze, silnie nawilża i chroni przed utratą wody. Działa łagodząco, wygładzająco, mineralizująco, uelastycznia i nadaje miękkości.Skóra odzyskuje świeżość i zdrowy wygląd.

Skład: 

Stosowanie:
1. Dokładnie oczyść twarz. W celu dokładnego oczyszczenia i pozbycia się martwego naskórka wykonaj peeling skóry.
2. Maskę o opakowaniu umieść na 20-30 sekund w gorącej, ale nie wrzącej wodzie.
3. Otwórz opakowanie i dokładnie zanurz maskę w płynie. Na złuszczoną i odtłuszczoną skórę twarzy wmasuj płyn znajdujący się w opakowaniu a następnie nałóż płat.
4.  Nałóż maskę na twarz i trzymaj dobrze przylegającą przez minimum 30 minut. Jeśli w opakowaniu pozostał jeszcze płyn wklep go po zdjęciu maski w skórę. Dopiero gdy preparat całkowicie się wchłonie, możesz zastosować krem.

Cena: ok 15-20 zł za sztukę.

Moja opinia: Kiedy pierwszy raz przeczytałam działanie w mojej głowie pojawiła się tylko jedna myśl- "jasne, już widzę jak jedna maseczka może tyle zdziałać". Postanowiłam jednak spróbować (bo dlaczego nie?) i dokładnie się przyjrzeć prawdziwemu działaniu. Pierwsze co mi się "rzuciło" w oczy po otwarciu opakowania to gęstość płynu, myślałam że to będzie coś w stylu gęstego serum, a tymczasem była to ładnie pachnąca woda, którą niestety prawie całą wylałam, przy pierwszym przechyleniu opakowania. No ale zrobiłam tak jak kazał producent, nałożyłam płyn na twarz, a następnie nałożyłam maseczkę. Początkowo było ciężko, ponieważ płyn spływał mi z twarzy a  maseczka ześlizgiwała się po nim, dlatego musiałam mieć buzie równolegle do sufitu by się trzymała na swoim miejscu. Po jakimś czasie, gdy płyn wsiąkł w twarz było już dobrze. 
Największym zaskoczeniem jednak była dla mnie twarz po ściągnięciu maseczki po 30 minutach. Wszystkie zaczerwienienia zbladły a moje pory były oczyszczone i prawie niewidoczne. Zaskoczeniem była też moja twarz na drugi dzień, ponieważ mniejsze zaczerwienienia zniknęły, a większe zmniejszyły się o ponad 50%. Pory również były prawie niewidoczne. 
Z chęcią zaczęłabym stosować tą maseczkę regularnie, niestety cena jest dość odstraszająca. Za 20 zł mogę kupić kilka innych maseczek, niekoniecznie gorszych.
Jednak jeżeli macie możliwość to gorąco polecam wypróbowanie tej lub innej maseczki z linii profesjonalnej Beauty Face :)


I słowem podsumowania "Października miesiącem maseczek" chciałam tylko napisać, że było mi bardzo miło wziąć udział w akcji, ponieważ zmobilizowało mnie to nie tyle do regularnego wykonywania maseczek, jak bardziej do opisywania ich na blogu :) 
Na pewno nie zaprzestane tego robić, bo już zakupiłam kilka nowych których recenzje powinny niebawem się pojawić. 
Miło mi też było poczytać u innych biorących udział w akcji blogerek ich opinie na temat różnych maseczek, ponieważ kilka z nich wylądowało na mojej liście "do wypróbowania" :)
Także dziękuję Malinie za wymyślenie akcji. Mam nadzieje że to nie pierwsza i ostatnia w której biorę udział.

A tymczasem gorąco pozdrawiam
Aneta

19 października 2012

Ziaja- peeling ogórkowy w kremie

Ponieważ w tym tygodniu na mojej twarzy nie było żadnej maseczki i pewnie już się nie pojawi ( a jak się pojawi to nie wiem czy zdążę o niej napisać). 

Postanowiłam Wam zatem pokazać czego używam przed każdym nałożeniem maseczki na twarz.
  

Od producenta i sposób użycia:


Skład:


Tubka mieści 80 ml, peeling jest bardzo wydajny ponieważ, wystarczy niewielka ilość.



Peeling jest delikatny, mógłby być trochę mocniejszy, ale i tak wykonuje swoje zadanie. Po zastosowaniu zostawia na twarzy lekki film, dlatego przed nałożeniem maseczki przecieram jeszcze twarz tonikiem.

Koszt to ok 6-8 zł
Jak go skończę to nie wiem czy go kupię ponownie, ponieważ lubię testować nowe kosmetyki :)

Może Wy macie jakieś inne peelingi do twarzy, które mogłybyście mi polecić? :)
Pozdrawiam
Aneta

14 października 2012

Rival de Loop Peel-Off Maske


Czy ktoś widział czas? Przebiegał gdzieś, kiedyś koło mnie, ale nie zdążyłam go zatrzymać. Jeśli go spotkacie to przekażcie mu ode mnie, żeby trochę zwolnił bo za nim nie nadążam. Z góry dziękuje :)
 
 A wracając do tematu dzisiaj chciałam Wam napisać moje przemyślenia dotyczące maseczki Peel-off z Rival de Loop.
źródło

Od producenta: Rival de Loop maska peelingująca z ekstraktem z aloesu i rumianku, głęboko oczyszczająca pory nadając skórze gładki jedwabisty wygląd.

Zastosowanie: po umyciu nałożyć na skórę twarzy omijając okolice oczu. Pozostawić na 15 minut do wyschnięcia. Maskę pomału usunąć zaczynając od zewnętrznych krawędzi twarzy, stosować 1-2 razy w tygodniu

Skład:  Aqua, Alcohol Denat., Polyvinyl Alcohol, Glycerin, Polyglyceryl-10 Laurate, Aloe Barbadensis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Bisabolol, Butylene Glycol, Parfum, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.
 
Moja opinia: Masakra. To jedyne słowo jakie mi się nasuwa kiedy myślę o tej maseczce. Skuszona niską ceną w Rossmannie (1,99 zł) wrzuciłam do koszyka.  Jedna saszetka (8 ml) starczyła mi na dwa użycia. Pierwsze na całą strefę T, drugie tylko na nos i brodę.  Po pierwszym użyciu na drugi dzień na twarzy pojawili się wielcy, boleśni nieprzyjaciele, pomyślałam: ok, jesteś przed okresem może to dlatego, spróbujesz następnym razem.  I spróbowałam trzy dni temu, niestety sytuacja się powtórzyła. Na drugi dzień na moim nosie pojawiły się wielkie pryszcze z którymi zmagam się do dzisiaj :( Jeżeli to jest ten efekt oczyszczenia porów, to ja dziękuje. Stosowałam sporo maseczek oczyszczających i ta pierwsza tak niekorzystnie zadziałała.   
Kolejnym minusem (przynajmniej dla mnie) jest to, że maseczka jest bezbarwna. Nie jestem w stanie powiedzieć ile już nałożyłam na twarz, a ile i gdzie jeszcze powinnam. 
Minusem jest również ściągnięcie jej z twarzy. Nie wysycha równomiernie, dlatego po 15 minutach jestem w stanie ściągnąć ją tylko z brzegów a środek nadal jest mokry. Nie mówiąc już o tym, że gdy niechcący nałożymy ją na brwi, to bez użycia wody i gąbki się nie obędzie.

Jeżeli chodzi o plusy, to chyba jest nim tylko cena, no i może fakt, że zaraz po ściągnięciu maseczki z twarzy możemy zauważyć efekt zmatownienia. 
Jednym słowem, odradzam ją.
  
Pozdrawiam
 Aneta

10 października 2012

Golden Rose with protein nr 340

Ostatnio mój nastrój jest trochę pochmurny, co można zobaczyć u mnie na paznokciach. Lakier ten kupiłam prawie rok temu, a dopiero teraz po raz pierwszy gości na moich paznokciach.


Jest to ciemny granat ze srebrnymi i niebieskimi drobinkami, które ładnie widać w słońcu.


Bez słońca można pomyśleć, że to czerń.


Lakier utrzymuje się od 3 do 5 dni (z bazą i top coatem) w zależności co robimy.
Koszt to ok 3,60 zł.

A u Was co ostatnio gości na paznokciach?
Pozdrawiam
Aneta

7 października 2012

Yves Rocher pure system- maseczka głęboko oczyszczająca

Rozpoczynając akcje "Październik miesiącem maseczek" na pierwszy ogień idzie Yves Rocher maseczka głęboko oczyszczająca z serii Pure System.

Od producenta: Maseczka głęboko oczyszczająca:
-oczyszcza skórę,
- usuwa nadmiar sebum i zanieczyszczenia
- odnawia skórę i łagodzi zaczerwienienia 
Zalety produktu: skuteczność widoczna już po pierwszym użyciu,
- opracowana i testowana pod kontrolą medyczną
- bez parabenów

Skład: AQUA . KAOLIN • ALCOHOL • ZEA MAYS STARCH • METHYLPROPANEDIOL • MAGNESIUM ALUMINUM SILICATE • GLYCERIN • ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE . HAMAMELIS VIRGINIANA FLOWER WATER • CETYL ALCOHOL . CETETH-20 • PHENOXYETHANOL . SALICYLIC ACID • HYDROLYZED PECTIN 'CELLULOSE GUM. PARFUM ACRYLATESIC10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER • COCAMIDOPROPYL BETAI NE • TOCOPHERYL ACETATE • SCUTELLARIA BAICALENSIS roqt EXTRACT • SODIUM HYDROXIDE . TETRASODIUM EDTA • SODIUM BENZOATE • POTASSIUM SORBATE 

Konsystencja/zapach: Maseczka jest dość gęsta w kolorze kremowym, zapach jest nienachalny, całkiem przyjemny.

Dostępna: w saszetkach 2x4 ml za ok 5 zł, lub w tubce 50 ml za 35 zł (w promocjach nawet za 20 zł)
Stosowanie: Maseczkę nakłada się na oczyszczoną twarz i po 3-5 min zmywa.

Moja opinia: Tak jak producent zaleca maseczkę nakładam wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy. Nakładam tylko na strefę T, ponieważ to z nią mam największe problemy. Odczekuję trzy do pięciu minut, aż maseczka wyschnie (w tym czasie np. balsamuję ciało) a następnie ją zmywam. Zaraz po zmyciu pory są dobrze oczyszczone, a nawet mniejsze. Twarz jest matowa, ale tylko przez krótki czas. Natomiast przy regularnym używaniu zauważyłam, że moje zaczerwienienia szybciej znikają i pojawia się mniej niespodzianek :)
Maseczkę nakładam tylko na strefę T więc jedna saszetka to zbyt duża ilość, a ponieważ w składzie jest glinka to maseczka szybko wysycha. Dlatego dwie saszetki przelewam do zakręcanego pojemniczka z Rossmanna i tym sposobem mam je na 4-5 użyć i nie muszę się martwić, że mi wyschnie i się zmarnuje.

Kupowanie saszetek na dłuższą metę jest mało opłacalne, dlatego noszę się z zamiarem kupna tubki, ponieważ maseczka się u mnie sprawdza :) Ale osobą które nie miały jeszcze styczności z nią polecam zakup saszetek na wypróbowanie, ponieważ wiem że nie u wszystkich ona działa.

Jeżeli używałyście jej, koniecznie napiszcie mi co o niej sądzicie :)
Pozdrawiam
Aneta

5 października 2012

DIY torba bez szycia :)

 Dziś chciałabym zaprezentować moje pierwsze DIY. Będzie to torba, którą można zabrać na zakupy, lub jeżeli ktoś tak jak ja doda do niej zamek, to można z nią nawet chodzić po mieście :)
Torbę tworzyłam na podstawie filmiku Ingrid- Missglamorazzi.

A więc zaczynamy!
Potrzebne będą: 

- dwa kawałki materiału ( u mnie 42x50 cm)
- dwa 60 cm kawałki paska
- zszywacz i zszywki
- taśma ( u mnie były potrzebne dwie po 10 m)
- zamek (40 cm)
- ćwieki do ozdoby (moje są ze starego paska do spodni, który już się do niczego nie nadawał :))

Jeden kawałek ozdobiłam ćwiekami. Jest to opcjonalne, gdy korzystamy z materiału we wzorki, to raczej nie potrzebne są nam już ćwieki :)

Następnie zaczynamy zaklejać oba kawałki materiałów taśmą. U mnie niestety jedna rolka nie starczyła i musiałam lecieć do sklepu po następną :) Na zdjęciu widać różnice kolorów :)

Gdy materiał jest już zaklejony to zaginamy 6 cm od góry na każdym kawałku.

Następnie 11 cm od każdego końca na zagiętej części przymocowujemy zszywkami paski.
( W następnym kroku Ingrid zakleja paski taśmą, ja chwilowo pomijam ten krok, ponieważ będę chciała dodać jeszcze zamek)

Jeżeli paski są już przymocowane, czas połączyć oba materiały. Zszywamy zszywkami materiały dookoła.

Następnie odmierzamy rogi ( u mnie 7,5 cm, ponieważ nie chciałam, żeby spód był zbyt szeroki) i zszywamy je. Gdy wywrócimy torbę na drugą stronę możemy zauważyć, że rogi nam odstają, dlatego przyklejamy je taśmą.

Ponieważ po tym kroku mój aparat stwierdził że ma dość i się rozładował, nie mam zdjęć jak przymocowuje zamek, ale postaram się to opisać :)
Zamek przymocowałam do zagiętej części, tak jak biegnie czerwona linia na poniższym zdjęciu:

następnie wszystko co poniżej linii zakleiłam taśmą.

I tak prezentuje się skończona torebka:
I środek:


Bardzo się cieszę z efektu końcowego, torebkę mam zamiar nosić na uniwersytet kiedy będę potrzebowała wziąć więcej książek, ponieważ jest naprawdę wytrzymała :)

A moje przemyślenia po skończeniu: Mogłam wybrać większy zamek, a tak poza tym to zastanawiam się jak by wyglądała ta torebka w wersji skóropodobnej :)

A Wy co o niej myślicie? Spróbujecie? Jeżeli tak to koniecznie dajcie znać jak wyszło :)
Pozdrawiam
Aneta

ps. Postanowiłam wziąć udział w tagu Maliny



Czas trwania: PAŹDZIERNIK

Celem tagu jest:
- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.

Zasady tagu:
- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu MALINY (testykosmetyczne.blogspot.com),

- umieścić zasady tagu w poście na swoim blogu,

dopisz się do listy obserwatorów MALINY (testykosmetyczne.blogspot.com),
- napisz, kto Cię otagował,
- zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki,
- otaguj minimum 5 osób.


Zapraszam wszystkich do wzięcia udziału :)




26 września 2012

Essie Mademoiselle + Catrice Goldfinger

Essie Mademoiselle pokazywałam w moim zamówieniu z Paatalu tu, dziś chciałabym wam pokazać go na paznokciach :)
Mademoiselle jest chyba jednym z ich najpopularniejszych i powszechnie znanych lakierów, a za mną "chodził" już od dłuższego czasu, aż w końcu się skusiłam. Jest to mój pierwszy Essiak, a już wiem, że na pewno nie ostatni :)

Jest to typowy mleczny kolor. Na paznokciach mam 3 warstwy i uważam, że tak najlepiej wygląda.




Mam wersję Europejską z grubym pędzelkiem, niestety mój miał mały mankament.


Napisałam miał, ponieważ już się go pozbyłam, podcinając niesforny włos, ponieważ troszkę przeszkadzał w malowaniu.

Lakier na paznokciach z top coatem z Sally Hansen Mega Shine utrzymuje się spokojnie 5 dni, a potem zmywam, bo po prostu mi się nudzi :)

A tutaj chciałabym wam jeszcze pokazać moje pierwsze w życiu ombre na paznokciach :)
Uważam, że jak na pierwszy raz wyszło mi całkiem nieźle :)



W roli głównej Essie i Catrice nr 650 Goldfinger.



Jeżeli macie jakieś lakiery Essie które możecie mi polecić to piszcie w komentarzach :)
Tak samo piszcie, jeżeli widziałyście gdzieś lakier podobny do Catrice tylko w srebrnym kolorze, ponieważ aktualnie takiego poszukuję :)

Pozdrawiam
Aneta